Górskie bieganie 2015 – podsumowanie

​Rok kończymy z dość mieszanymi uczuciami – z jednej strony końcówka pełnego wrażeń sportowych roku, a z drugiej moja kontuzja, które w zasadzie wyeliminowała mnie z normalnych treningów już ponad miesiąc przed ostatnim dniem roku. Całe szczęście, że jest co wspominać przy kubku świątecznego grzańca.

Luty – Wilcze Gronie

Rok ten rozpoczęliśmy już prawie tradycyjnie w Rajczy, na 15-kilometrowych Wilczych Groniach. Tym razem pogoda dopisała i mieliśmy prawdziwie zimową aurę – śnieg prawie po pas. Niestety chyba przeszarżowałem i pomiędzy 13 i 14 kilometrem całkowicie odcięło mi „zasilanie”. Z okolic 20. miejsca ostatecznie wylądowałem na 38. Była to dla mnie naprawdę ważna lekcja i zrozumiałem jak ważne jest prawidłowe odżywienie organizmu nawet na tak krótkim dystansie. /Galeria zdjęć/

Marzec – Bieg Śnieżnej Pantery

Tym razem nie zawody, a bardziej biegowe spotkanie, na które wstęp mieli tylko zaproszeni uczestnicy. Sam takiego zaproszenia nie otrzymałem, ale udało mi się wskoczyć na miejsce jednej z osób, która nie mogła dotrzeć. Także rzutem na taśmę mogłem uczestniczyć w tym fantastycznym wydarzeniu organizowanym, przez JoKo z Bieganizmu. Jak wspomniałem – nie o ściganie tutaj chodziło, a o nagłośnienie akcji mającej na celu ochronę śnieżnej pantery, której grozi wymarcie. Mimo że nie były to tradycyjne zawody, życzę wszystkim organizatorom takiej organizacji i zaangażowania. /Relacja/Galeria zdjęć/

Marzec – 2. Pętla Górska UBS 12:12

Nigdy do tej pory nie miałem okazji biegać na zawodach „czasowych”, a jedynie na takich, gdzie dystans jest z góry określony. Pomyślałem więc, że dwunastogodzinny bieg w Beskidzie Śląskim będzie doskonałym uzupełnieniem mojego biegowego portfolio i świetnym treningiem, który pokaże mi mój poziom wytrenowania przed majowym Ultra Trail Hungary. Siły było na 80 kilometrów, bo czułem się świetnie pomimo ciężkiego początku. /Galeria zdjęć/

Maj – Ultra Trail Hungary 111

Główna impreza tego roku, do której przygotowywałem się kilka miesięcy. Pierwsze zagraniczne zawody, do tego w przepięknym miejscu. Niestety – prócz miłych wspomnień i ogólnie fajnej wycieczki do domu przywiozłem spore rozczarowanie, gdyż na 57. kilometrze musiałem z powodu kontuzji zejść z trasy. W sumie nie wiem co mnie bardziej bolało – nieukończenie biegu, czy to, że Magda razem z moim tatą całą noc jeździli i supportowali mnie na trasie, a ja sobie po prostu zszedłem. Patrząc jednak realnie, nie miałem szans na ukończenie tego biegu w takim stanie. Nawet gdybym jakiś cudem wytrzymał ból spowodowany kontuzją, na pewno nie zmieściłbym się w dość wyśrubowanych limitach czasowych. Tak czy siak – chcę do Szentedre wrócić w 2016 roku, bo zawody zdecydowanie są warte kolejnej próby. /Relacja/Galeria zdjęć/

Sierpień – Salomon Slezský Maraton

Drugi w 2015 roku start za granicą. Tym razem nie jechałem zbyt daleko, nawet nie opuściłem Górnego Śląska. 40-kilometrowy bieg ze sporym przewyższeniem u naszych południowych sąsiadów doskonale pokazał mi, że kije dla biegaczy to nie tylko zbędny ozdobnik. W rękach biegaczy potrafiących ich użyć mogą stanowić naprawdę potężna „broń”. Były to też jedne z niewielu zawodów, z których byłem zadowolony po przekroczeniu linii mety (mimo zajęcia dość odległego miejsca). Zapewne dlatego, że był to pierwszy po nieszczęsnym UTH bieg, który ukończyłem bez bólu. Sam dyktowałem tempo i kontrolowałem bieg od początku do końca. Miłe uczucie! /Relacja/Galeria zdjęć/

Wrzesień – Bieg 7 Dolin 64 km

Decyzja o wyjeździe na kolejny już Festiwal Biegowy w Krynicy była dość spontaniczna i w zasadzie na ostatni moment. Zdecydowaliśmy się bodajże dwa tygodnie przed imprezą. Pomyślałem, że dystans 64 kilometrów będzie ostatnim sprawdzianem przed październikową Łemkowyną. Cały bieg bez kontuzji, niestety z kondycją było coś zdecydowanie nie tak. Odcięło mnie przed Piwniczną i trzymało w zasadzie przez jakieś 20 kilometrów. Ostatecznie udało się pokonać ten kryzys i ostatnie kilometry walczyłem na całego, a na metę wbiegłem na pełnej prędkości. Co ciekawe na drugi dzień byłem jak nowo narodzony, nawet wbiegłem i zbiegłem z Góry Parkowej w Krynicy. Szkoda, że tak rzadko mój organizm jest dla mnie tak łaskawy. /Galeria zdjęć/

Październik – Łemkowyna Ultra Trail 70

Po nieudanym występie na Węgrzech szukałem czegoś, co pozwoliłoby mi trochę odbić sobie tamtą porażkę. Wybór padł na ŁUT, głównie ze względu na dobre opinie z zeszłego roku jak i samo miejsce – nigdy jeszcze nie biegałem w Beskidzie Niskim. Niestety już przed zawodami odczuwałem dyskomfort w stopie. Nie jestem pewien kiedy dokładnie się to rozpoczęło, ale wiem, że na samej Łemkowynie tylko pogorszyłem sprawę. Ale nie żałuję, piękna impreza, piękne miejsca i piękni ludzie. Na pewno długo będę wspominać ten wyjazd, szczególnie, że byliśmy większą grupą i nie tylko ja startowałem. Zakochałem się w Beskidzie Niskim, absolutnie polecam wszystkim, którzy lubią góry trochę zapomniane przez Boga i człowieka. /Galeria zdjęć/

Meta!

Meta!

To chyba najważniejsze dla mnie stary w tym roku. Oczywiście biegałem jeszcze w wielu innych zawodach, ale te chyba najbardziej utkwiły mi w pamięci. Patrząc z perspektywy był to niestety rok kontuzji, bardzo emocjonujący, ale jednak … Muszę w końcu coś w tym temacie zrobić, w końcu chcę przecież biegać jak najdłużej! Może biegi ultra nie są po prostu dla mnie? Może to miłość okupiona bólem ;) ?

Trwałego szczęścia i samej radości Wam życzę w 2016 roku!