Attiq – Running base – SKINFIX 2/3

Attiq to wciąż mało rozpoznawalna na naszym rynku biegowym marka, mimo że pochodzi z Raby Wyżniej – wsi położonej obok Rabki Zdrój. Ich produktów niestety nie znajdziemy praktycznie w żadnym sklepie stacjonarnym (prócz sklepu firmowego), a jedyne miejsce, w którym można dostać ich ciuchy, to sklep internetowy producenta. Kiedy jednak jakimś cudem trafimy do sklepiku Attiq, naszym oczom ukaże się niesamowicie bogaty wybór produktów i to nie tylko biegowych, ale także fitnessowych, kolarskich czy outdoorowych. Kolejna rzecz, która zwróci naszą uwagę to naprawdę dobre wzornictwo, które (przynajmniej na stronach) nie odbiega od światowego poziomu. Przy tym ceny są bardzo umiarkowane, ba, powiem więcej – jest najzwyczajniej dziwnie tanio. Może to jakiś przekręt, a za niską ceną idzie po prostu słaba jakość?

Pudełko robi naprawdę miłe wrażenie

Pudełko robi naprawdę miłe wrażenie

Wszystkie moje ulubione legginsy biegowe dokonały swojego żywota, trzeba było więc wybrać coś nowego. Od dłuższego czasu to właśnie Attiq chodziło mi po głowie. Mimo że nie zwykłem kupować ubrań (ani butów) w ciemno, bez uprzedniej przymiarki, tym razem postanowiłem zaryzykować. Nie będę ukrywał, że była to między innymi kwestia bardzo przystępnej ceny, która plasuje się na poziomie popularnego dyskontu sportowego.

Jako że jesień zbliżała się wielkimi krokami, postanowiłem wybrać legginsy za kolana, konkretnie Running Base SkinFix 2/3. Cena? Niecałe 70 złotych. Zwykłe, czarne, bez żadnych wodotrysków, kolorów czy kosmicznych technologii.

Paczka z moim zamówieniem dotarła w zasadzie na drugi dzień, produkt był zapakowany w bardzo gustowne papierowe pudełeczko, kojarzące się z produktem klasy premium (nie wiem czemu, przywodził mi na myśl markę taką jak Jack Wolfskin). Napisy na opakowaniu w języku angielskim, zapewne w celu wzbudzenia pozytywnego skojarzenia – w końcu wiadomo, że to co zagraniczne jest lepsze. Przy następnej partii producent musi jednak zapewnić dodatkową korektę, bo w tekście był niestety błąd.

Pierwsze co mnie zaskoczyło, to brak jakiekolwiek ściągacza w formie np. sznurka w pasie. Legginsy kupowałem przez internet, rozmiar na tzw. „oko”. Założyłem jednak, że nawet jeśli w pasie będą trochę za luźne, to przecież zawsze mogę je bardziej ściągnąć. Uważajcie więc, bo jeśli w opisie produktu nie pisze, że posiada ściągacz to znaczy, że takiego nie ma (co wydawałoby się standardem). Na szczęście już po pierwszych treningach okazało się, że idealnie leżą na tyłku i ani razu nie zdarzyła mi się sytuacja bym musiał je poprawiać. Może być to po części zasługą materiału – innego niż w legginsach, których używałem do tej pory. Tutaj skład to 28% poliester, 56% poliamid, 16% elastan, poprzednie modele to prawie w 100% poliester, który najzwyczajniej w świecie był dosyć śliski. Ma to jednak swoje wady i zalety – przyzwyczajonemu do śliskiego materiału, legginsy Attiq sprawiały początkowo dziwne wrażenie. Na szczęście uczucie to minęło, także to kwestia przyzwyczajenia.

Materiał, z którego zostały wykonane legginsy jest dość ciepły, znakomicie nadaje się więc na przełom lata i jesieni, kiedy pogoda jest jeszcze dość ładna, ale temperatura potrafi spaść do zaledwie kilku stopni powyżej zera. Niestety model ten nie posiada moim zdaniem podstawowego elementu, który powinny mieć wszystkie tego typu produkty – kieszonki na drobne przedmioty. Nie ma co się oszukiwać, praktycznie każdy z nas wychodząc na trening zabiera jakiś drobiazg – z reguły są to klucze do mieszkania. W tym przypadku muszę dodatkowe przedmioty trzymać w ręce lub brać pas/plecak, co w większości przypadków jest całkowitym przerostem formy nad treścią. Mała rzecz, a pewien niesmak pozostaje.

Trudno w tym momencie wypowiedzieć mi się na temat wytrzymałości. Myślę że tego typu opinię wystawić będę mógł dopiero po co najmniej kilku miesiącach użytkowania. Na chwilę obecną jednak materiał nie uległ zmianom po praniach.

Czy mogę polecić testowany sprzęt naszym czytelnikom? Myślę że pomimo pewnych braków, na tej półce cenowej jest to bardzo przyzwoity produkt. Solidny, choć bez wodotrysków. Z drugiej strony – czy od legginsów oczekujemy czegoś zaskakującego? Ja nie.

  • Zbyszek Król

    Krzysiek, dzięki za info z pewnością zapoznam się bliżej z marką.
    Ściągacz rzeczywiście może się przydać, no ale dobrze że bez niego też dają radę.
    Kieszonka to dla mnie taki must-have. „Base” w nazwie może sugerować że spodnie maja iść pod coś innego. Tym bardziej że pozostałe dwa modele 3/4 mają kieszonkę. Taki pomysł.
    Wiem że to bardzo indywidualne, ale napisz coś w jakich temperaturach/wietrze, jak ci się ubiegało. Oczywiście jak więcej pobierasz :)