Przewodnik po bieganiu ultra – recenzja

fot. The North Face

fot. The North Face

Biegi na dystansie ultra – czyli dłuższe niż maraton, wymagają od zawodników odpowiedniego przygotowania, szczególnie, że w większości odbywają się w terenie górskim, który sam w sobie sobie podnosi poziom trudności licznymi podbiegami, zbiegami i zmiennym podłożem. Mówimy tu zarówno o solidnym przygotowaniu fizycznym, ale także o przygotowaniu psychicznym i … logistycznym. Nie ma tu miejsca na wieczorny pomysł przy piwie pod tytułem – „jutro przebiegnę ultramaraton”. Tutaj jak mało gdzie w świecie biegowym, ważne jest wysłuchanie bardziej doświadczonych kolegów i koleżanek, a przeróżne „tricki” mogą nam dosłownie uratować tyłek na trasie.

Do tej pory większość tytułów poświęconych bieganiu ultra (przynajmniej na naszym rynku) skupiała się głównie na historiach konkretnych zawodników. Były to książki, które znakomicie się czyta (np. „Urodzeni Biegacze” czy „Szczęśliwi biegają Ultra”), nie były to jednak pozycje typowo podręcznikowe, które przede wszystkim miałyby na celu przekazać niezbędną na tego typu zawody wiedzę. Teraz doczekaliśmy się najprawdziwszego poradnika, można by wręcz powiedzieć – szkolnego. Ma to swoje dobre i złe strony, ale o tym za moment.

Przewodnik po bieganiu ultra został napisany przez Hala Koernera – amerykańskiego biegacza długodystansowego,  specjalizującego się w biegach ultra, wielokrotnego zwycięzcę takich imprez jak Western States Endurance Run, Hardrock Hundred Mile Endurance Run czy Angeles Crest 100 Mile Endurance Run. Jak widać autor nie jest pierwszym lepszym ultrasem i bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że zna się na tym o czym pisze.

Jeśli szukacie ciekawej historii, która Was wciągnie na długie godziny, to niestety – nie ten rodzaj lektury. „Przewodnik …” to, jak już wspomniałem – książka w szkolnym stylu i tak należy ją traktować. Znajdziecie w niej naprawdę mnóstwo przydatnych informacji dotyczących biegów górskich, a szczególnie biegów na dystansie ultra. Wszystko podzielone jest na krótkie rozdziały, które składają się z mniejszych części. Mamy więc informacje o treningu pod tak długie biegi, o tym jak dobrać sprzęt, czy wziąć plecak, a może pas biegowy?  Przeczytamy także sporo o prawidłowym nawadnianiu organizmu oraz dostarczaniu niezbędnego pokarmu. Poruszany jest także temat urazów, który mam nadzieję nigdy Wam się w żaden sposób nie przyda. Na sam koniec autor przygotował też kilka przykładowych planów treningowych.

Muszę jednak przestrzec wszystkich tych, którzy kiedykolwiek mieli do czynienia z bieganiem po górach i zawodami ultra – ta książka raczej nie jest dla Was. Co prawda, bardziej doświadczonym biegaczom książka pozwoli usystematyzować posiadaną wiedzę, jeśli mam być jednak szczery – uważam to za zwykły chwyt marketingowy i jako osoba, która kilka ultra już w swoim życiu przebiegła, nie znalazłem tam w zasadzie nic, czego wcześniej bym nie wiedział (choć znam doświadczonych ultrasów, którzy chwalili).

Jeśli natomiast jesteś początkujący, to książka Hala może jak najbardziej Cię zainteresować. Weź jednak poprawkę na to, że traktuje ona głównie o bieganiu ultra w Stanach Zjednoczonych, co z reguły różni się od tego co mamy np. w Polsce.  Tak więc, gdy autor pisze o dajmy na to 20 punktach odżywczych na Western State Endurance Race, który ma 160 kilometrów, to nie znaczy, że np. Chudy Wawrzyniec mający około 80 będzie miał tych punktów 10. Hal przykłada również dużo uwagi szeroko pojętemu supportowi – czyli ludziom, którzy mają pomagać nam np. na punktach odżywczych, dopingować itd. Miałem wręcz wrażenie, że bez support teamu nie da się w ultra biegać. Zresztą sam stwierdził, że nawet zdarzają się ludzie, którzy nie mają supportu – tak jakby było to wyjątkiem! Naprawdę jestem zaskoczony, nie wiem jak w USA, ale w Europie support team jest zdecydowanie rzadkością i jak czytam pomysły o wypożyczaniu dla ekipy wsparcia samochodu z napędem 4×4, aby mogli dostać się w najdziksze zakątki trasy, to zastanawiam się, czy to czasem nie jakiś dowcip. No i jeszcze jedna sprawa, która od razu wzbudziła moje wątpliwości – kilometraż proponowany przez autora. Na samym początku dowiadujemy się, że aby zacząć przygodę z biegami ultra powinniśmy biegać jakieś 80-90 kilometrów tygodniowo, co jest moim zdaniem naprawdę sporą przesadą i może zniechęcić (zupełnie niepotrzebnie) nowicjuszy.

Hal Koerner Video

Hal Koerner Video

Jeszcze w kilku punktach mógłbym polemizować z autorem, ale nie chcę tego zrobić, bo jego dorobek i doświadczenie nijak ma się do mojego, a i nie są to tak istotne kwestie, aby miały wpłynąć na ocenę książki.

Podsumowując – bardzo fajny, poprawnie napisany tytuł w formie podręcznika dla osób, które chciałyby spróbować swoich sił w biegach ultra. Bardziej doświadczeni biegacze na tych dystansach raczej nie znajdą w niej zbyt wiele pomocnych informacji. Jeśli wolicie jednak, aby poza różnymi sztuczkami książka opowiadała jeszcze jakąś historię, to chyba lepiej sięgnąć do rodzimych „Szczęśliwi biegają Ultra” lub „Jedz i biegaj”, czy „Urodzeni biegacze”.

Dziękujemy Wydawnictwu Buk Rower za udostępnienie książki do recenzji!