Magazyn Ultra – recenzja

Polski rynek biegowy rozwija się w bardzo szybkim tempie (a przynajmniej mogłoby tak się wydawać patrząc na ilość powstających sklepów, biegów czy innych inicjatyw okołotematycznych). Od dawna dostępne są dwa szeroko dostępne magazyny poświęcone bieganiu – Runner’s World oraz Magazyn Bieganie. Ten pierwszy nadaje się w zasadzie tylko dla bardzo początkujących. Po przejrzeniu kilku numerów bardzo szybko dostrzeżecie, że tematyka artykułów powtarza się, a same teksty są mało precyzyjne i fachowe. Wśród znajomych trochę ironicznie nazywamy RW – „biegowym Bravo Girl”. Dużo kolorowych obrazków i ładnych grafik, ale mało konkretnej i wartościowej treści. Z Magazynem Bieganie jest lepiej. Więcej tam publicystyki, ciekawszych tekstów na poziomie, a i wnętrze jakby skierowane do trochę dojrzalszego odbiorcy. Mimo to raczej nie czuję potrzeby sięgania po kolejny numer.

Wydawać by się mogło, że rynek jest pełny i nie potrzebuje już raczej kolejnego papierowego wydania poświęconego bieganiu. Mimo, że biegaczy jest wielu – nie każdy wyda pieniądze na taki zbytek. Tym bardziej bym nie pomyślał, że ktoś może podjąć się dość odważnego kroku, jakim jest wydanie magazynu poświęconego tylko i wyłącznie tematyce … biegów ultra! Jak wyszło? Już Wam mówię.

Pierwszy numer swoją premierę miał na Festiwalu Biegowym w Krynicy. W sumie chyba lepszego miejsca na debiut nie można sobie wyobrazić. Tysiące biegaczy, do tego mnóstwo ultrasów i biegaczy górskich, którzy przyjechali na klasyczny już Bieg 7 Dolin. Na stoisku można było nie tylko kupić gazetę, ale (co chyba najfajniejsze) pogadać ze sprawcami całego zamieszania. Muszę przyznać, że od chłopaków biła naprawdę pozytywna energia, mnóstwo zapału i przede wszystkim wizja tego co robią. Zresztą – sami możecie posłuchać wywiadu jaki przeprowadziliśmy z jednym z twórców – Mikołajem Kowalskim-Barysznikowem.

Magda, jej zdjęcie w ULTRA i twórcy magazynu

Magazyn ULTRA to ponad 120 stron poświęconych biegom powyżej dystansu maratońskiego. W pierwszym numerze próżno raczej szukać konkretnych planów treningowych, które przygotowały by nas na dystanse 50, 100 czy 150 kilometrów. I bardzo dobrze! Od układania planów są trenerzy lub koledzy po fachu, nie da się stworzyć planu, który będzie uniwersalny dla każdego! Co więc znajdziemy? Mi najbardziej do gustu przypadł chyba wywiad z Magdą Łączak i Pawłem Dybkiem – fajnie poprowadzona rozmowa, którą pochłania się jednym tchem. Prócz tego z przyjemnością przeczytałem tekst, którego narratorem był Pies Komandos, oraz po raz kolejny zagłębiłem się w historie z Boulder Colorado – za sprawą Krzyśka Dołęgowskiego. Jako, że niedługo wyjeżdżamy na Łemkowyna Ultra Trail – dobrze czytało mi się także o wyposażeniu obowiązkowym na zawodach. Wbrew temu co mogłoby się wydawać – także kalendarz biegowy jest bardzo przyjemnym dodatkiem, dzięki niemu dowiedziałem się o kilku fajnych biegach ultra, o których wcześniej nigdy nie słyszałem.

Resztę magazynu wypełniają mniej lub bardziej udane teksty w stylu „byłem, widziałem, przebiegłem”. Jedne czytało się lepiej, drugiej odrobinę gorzej. W dobie internetu mamy dostęp (praktycznie natychmiastowy) do tylu opinii, relacji i wspomnień, że szczerze mówiąc … średnio miałem ochotę czytać kolejną opowieść z tego samego biegu. Ciekawostką mogą być z pewnością relacje pisane przez czołowych biegaczy – jednak te teksty niestety były bardzo krótkie i pozostawiały pewien niedosyt (a może to dobrze?).

IMG_7551

Jeśli chodzi o skład to całość wygląda bardzo estetycznie. Myślę, że szczególnie zwolennicy minimalizmu będą zadowoleni. Zamiast krzykliwych grafik, mamy śliczne zdjęcia (autorstwa między innymi Piotra Dymusa, ale jak wiecie także Magda miała w tym swój udział!) i wszystko generalnie trzyma się kupy. Mimo, że zdjęcia są super – mam nadzieję, że w przyszłym numerze ustąpią trochę miejsca większej ilości tekstu.

Magazyn kosztuje 15 złotych. Myślę, że taka cena jest do zaakceptowania, tym bardziej, że jest to dwumiesięcznik o dość niskim nakładzie i mocno wyspecjalizowanej treści, a takie gazety niestety zawsze kosztują (wystarczy spojrzeć w punktach z prasą). Prócz wersji papierowej, można zakupić również wydanie cyfrowe w postaci PDFa (cena pierwszego numeru w takiej formie – 10 złotych).

Podsumowując – „Ultra” pozytywnie mnie zaskoczyło. Miałem wiele obaw, szczególnie o przesadny patetyzm i marnej jakości teksty o treningu. Autorzy poszli jednak w innym kierunku, co sprawia, że tytuł ten może zainteresować, a jego formuła nie skończy się po 2-3 numerach. Oby tylko twórcom nie zabrakło sił, bo praca ta na pewno niełatwa, a oczekiwania – nie ma co się oszukiwać, będą rosły. Tak czy siak – twórcom życzę powodzenia i czekam na kolejny numer, który zapowiedziany jest na początek listopada!