Salomon Slezský Maraton – z wizytą u południowych sąsiadów

Nic tak nie poszerza horyzontów jak podróżowanie. Tyczy się to także biegania – zmieniając nasze utarcie ścieżki biegowe (czy to na treningach, czy na zawodach) rozwijamy się i to nie tylko pod względem fizycznym (np. na obozie w górach), ale przede wszystkim mentalnym.

IMG_2216

Jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji – od gór dzieli nas zaledwie 50 kilometrów, a na Czechy i Słowację dojedziemy w godzinę. Postanowiliśmy więc skorzystać z okazji i wystartować pierwszy raz w Beskidzie Śląskim znajdującym się za południową granicą – w Czechach.

Ostatnio wiele mówi się o coraz wyższych cenach topowych polskich biegów górskich (na różnych dystansach), tak że z nieukrywaną ulgą stwierdzam, że da się taniej – wystarczy pojechać na południe. Salomon Slezský Maraton, który odbywa się w malowniczej części Beskidu Śląskiego położonej w czeskiej części Górnego Śląska, kosztował mnie 370 koron czeskich, czyli niecałe 60 złotych. Załapałem się na najniższą cenę, jednak rejestracja w późniejszych terminach podnosiła wpisowe maksymalnie o 20 złotych. Pakiet obejmował elektroniczny pomiar czasu, punkty odżywcze na trasie, koszulkę marki Salomon oraz ciepły posiłek po biegu. Prócz tego każdy zawodnik brał udział w tomboli – organizatorzy przygotowali kilkadziesiąt naprawdę fajnych nagród (warto tu wymienić najwyższe modele czołówek Petzla, ultra lekkie kije Leki czy pasy Salomona).

Trasa pomimo niezbyt dużego dystansu była bardzo wymagająca. Na 40-kilometrowym odcinku mieliśmy do pokonania 2150 metrów do góry i w dół. Wiązało się to z czterokrotnym wbieganiem i zbieganiem z wierzchołków, a pierwszy 700-metrowy podbieg zaczynał się już na linii startu. Co najbardziej mnie zaskoczyło, to tempo jakie narzucili od pierwszych metrów Czesi. Mimo, że teren od razu wznosił się dość mocno do góry – wszyscy biegli! I to nie tylko czołówka, ale dosłownie wszyscy. Kilkaset osób cały czas trzymało się w kupie. W zasadzie luźniej zaczęło robić się dopiero na pierwszym zbiegu. Jak się później okazało, nasi południowi sąsiedzi są ekspertami w podchodzeniu/podbieganiu, natomiast znacznie gorzej radzą sobie na zbiegach (szczególnie tych bardziej technicznych, na których biegną bardzo zachowawczo). Było to dla mnie ciekawe doświadczenie, na rodzimych biegach raczej zawsze nadrabiałem na podejściach, żeby później natychmiastowo stracić na zbiegu. Tutaj było na odwrót – na podejściach, pomimo (tak mi się wydaje) i tak niezłego tempa, wszyscy mijali mnie jak chcieli. Role odwracały się po drugiej stronie wzniesienia, kiedy bez problemu wyprzedzałem kolejnych zawodników. To wszystko powodowało, że zawody były bardzo emocjonujące i cały czas trzeba było być czujnym, bo sytuacja w stawce zmieniała się niezwykle dynamicznie.

IMG_2403

Na trasie czekały na nas 3 punkty odżywcze. Dwa z napojami i jeden dodatkowo z jedzeniem. Muszę przyznać, że jednak brakowało mi w nich czegoś więcej, może jakiejś czekolady czy czegoś innego słodkiego. Pierwszy raz natomiast spróbowałem soli, u nas raczej się z tym nie spotkałem, a za granicą jest to dość popularna „przekąska” na punktach. Niestety nie wyliczyłem odpowiednio liczby żeli, licząc, że bardziej uda mi się uzupełnić zapasy energii na trasie. Musiałem więc dość rozsądnie dawkować sobie swoje jedzenie, bo na końcówkę mogłoby zabraknąć sił.

IMG_2532

Pomimo sporych przewyższeń bieg był zdecydowanie bardzo szybki. Wpływ na to miało z pewnością podłoże – zbiegi były zdecydowanie „kulturalne”, a technicznych odcinków jak na lekarstwo, można było więc popuścić wodze fantazji, nie ryzykując zbytnio kontuzją.

IMG_2874

Po dotarciu do mety udałem się do biura zawodów, gdzie otrzymałem zwrot kaucji za chip (które były zakładane na nodze przy pomocy rzepu) oraz naprawdę ładną, pamiątkową koszulkę z zawodów. Do tego można było posilić się czymś ciepłym, oczekując na wcześniej wspomnianą tombolę.

IMG_2885

Wyjazd na Salomon Slezský Maraton był świetnym doświadczeniem i pokazał mi, że wystarczy pojechać zaledwie kilkanaście kilometrów za granicę, aby zobaczyć inne bieganie i organizację. Z jednej strony pewne rzeczy można by wprowadzić u nas, z drugiej nie mamy czego się wstydzić i w pewnych kwestiach na pewno mogliby się też czegoś od nas nauczyć. Jedno jest pewne – Slezský Maraton to solidna impreza, na którą warto pojechać!

Na koniec galeria zdjęć i nasz film z biegu, zapraszamy :)

  • RunningBastards.pl

    czekamy na testy czołówki petzla :) warunki sprzyjają po już po 19 zaczyna robić się ciemno!