Bieszczady nie dla biegaczy?

Logo Bieszczadzkiego Parku Narodowego

Logo Bieszczadzkiego Parku Narodowego

Po tegorocznym Biegu Rzeźnika pojawiła się informacja, że biegacze nie są zbyt mile widziani w Bieszczadzkim Parku Narodowym. Festiwal Biegowy przeprowadził krótki wywiad w tej sprawie z dr Ryszardem Prędkim, kierownikiem Działu Udostępniania do Zwiedzania Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Kilka przemyśleń z mojej strony.

Zdaniem Prędkiego choć w regulaminie Parku nie ma oficjalnego zakazu biegania, to nie powino się tego nadużywać. – Park nie służy do tego, by uprawiać tu sport – przekonuje. – Na miejscu znajdują ścieżki przyrodnicze, prowadzona jest edukacja ekologiczna, mamy tysiące zwiedzających.

Ciężko powiedzieć co przez nadużywanie Pan Doktor ma na myśli. Oczywistym jest, że schodzenie ze szlaku w żaden sposób nie wchodzi w grę. O śmiecenie także bym się raczej nie bał, mimo wszystko odsetek ludzi świadomych wśród biegaczy jest spory i podejrzewam, że większe spustoszenie robi przeciętna wycieczka szkolna.

– Trzeba pamiętać – dodaje Prędki – że parki narodowe w Polsce zajmują zaledwie 1% powierzchni Polski. Uszanujmy ten szczególny fragment naszego kraju.

Nie wiem jak to się dzieje, że biegacz swoim pobytem w Parku nie szanuje tego fragmentu kraju, a turysta pieszy czy też np. narciarz biegowy uczestniczących w rajdach organizowanych przez BNP już szanuje.

Według kierownika Bieszczadzkiego Parku Narodowego trzeba oczywiście zachować zdrowy rozsądek. – Jeden biegacz nic złego przyrodzie nie zrobi, ale jeśli na szlakach zacznie trenować ich więcej, może pojawić się problem.

Zastanawiam się jakiego typu będzie to problem. Oczywiście mówimy o ludziach poruszających się po wytyczonych szlakach, patrzących przed siebie w trakcie biegu i nie śmiecących. Zwierzęta pewnie straszą w takim samym stopniu jak ludzie poruszający się kilka kilometrów na godzinę wolniej.

– Bieszczady to miejsce gdzie żyją dzikie zwierzęta. Masowe imprezy biegowe, hałas, głośna muzyka czynią im szkody. Dlatego jestem trochę sceptyczny jeśli chodzi o organizowanie takich wydarzeń jak Bieg Rzeźnika. Według mnie 1400 osób na szlaku to za dużo. Ale oczywiście trzeba ważyć rację – dodaje Prędki.

I tu sprawa dosyć kuriozalna. Słyszymy, że BNP ma „tysiące zwiedzających”, aby za moment dowiedzieć się, że 1400 osób na szlaku to za dużo.

Nie chcę być złym prorokiem, ale mam dziwne przeczucie, że jest to subtelne granie pod wprowadzenie absurdalnie wysokich opłat dla biegaczy startujących w zawodach na terenie parku (tak jak miało to miejsce w Tatrzańskim Parku Narodowym, gdzie przypominamy każdy uczestnik np. Biegu Granią Tatr musi do kasy parku wpłacić 100 złotych).

Pytanie nasuwa się jedno- skąd ta niechęć do biegaczy? Ok, rozumiem – biegi górskie robią się coraz bardziej masowe i w takiej grupie ludzi zawsze trafią się czarne owce. Dlaczego jednak Park nie rozważa całkowitego zamknięcia swoich terenów? W którym momencie gość parku ze zwykłego, niegroźnego piechura, zmienia się w zagrażającego przyrodzie intruza?

Jakie jest wasze zdanie na ten temat?

  • Zbyszek Król

    Niestety, też skłaniam się ku podejrzeniu o „skok na kasę”. Smutne.

  • Andrzej Majkut

    U nas już tak jest: szuka się łatwych pieniędzy u pasjonatów