Biegiem po pieniądze

KrynicaBlogosfera i ogólnie pojęta branża biegowa w sieci coraz bardziej nam dojrzewa. Co rusz pojawiają się nowe „aferki” i  kolejne elektryzujące całą biegową społeczność teksty. Tym razem nie szturchnięto kijkiem tych najsłabszych, zamykających stawkę. Zrobiono coś co wywołuje jeszcze większe kontrowersje – poruszono temat nie tyle co urażający ambicję, a zaglądający ludziom do porfeli. A jak wiadomo – nic tak nie elektryzuje Polaków jak pieniądze.

Mamy więc kilka tekstów bardzo dobrych polskich biegaczy, którzy mogliby regularnie stawać na pudle, ale są z niego spychani przez importowanych z Kenii i Ukrainy obcokrajowców. Tekstów, które w doskonały sposób wpisują się w panujące w polskim społeczeństwie nastroje. Nie doszukiwałbym się tutaj rasizmu – ludzi nie wkurza bowiem to, że ktoś ma inny kolor skóry, ale fakt, że dał po tyłku „naszym”. No, a tego w końcu Polacy nie lubią, prawda? Mimo, że trend ostatnio mamy zwyżkowy, dobre wyniki w siatkówce, wygrana w piłkę kopaną z Niemcami – nadal jednak każda porażka bardzo boli i wszyscy są głodni wygranej.

Mamy więc teraz niemałą zagwozdkę. Co z tym fantem zrobić? Wśród komentatorów słychać różne głosy. Pochylmy się więc nad nimi.

Zabronić startu obcokrajowcom

Pomysł o tyle skuteczny, co każący niestety bogu ducha winnych biegaczy, którzy hobbystycznie jeżdżą po świecie i startują w różnych biegach.  Sam lubię urozmaicone zawody, gdzie można usłyszeć różne języki. Taka opcja wydaje mi się więc zupełnie nierealna i po prostu głupia.

Przyznawać nagrody najlepszym Polakom

Osobna kategoria dla biegaczy z polskim paszportem wydaje się tutaj najbardziej realna, choć dla niejednego także kontrowersyjna. Z jednej strony przyznajemy osobne nagrody w zależności od wieku i płci. Są to jednak kategorie, które w moim przekonaniu mają wyrównywać pewne różnice fizyczne. Co prawda pojawiają się także kategorie w stylu „Najlepszy biegacz miasta XXX”. Są one jednak z reguły czysto honorowe, nagrody często nie są pieniężne i dany zawodnik (który zazwyczaj ma wynik totalnie amatorski) cieszy się z fajnej statuetki, ewentualnie jakiegoś skromnego gadżetu. W przypadku kategorii narodowościowej, w której nagrodzony miałby dostawać pieniądze (najlepiej nie mniejsze niż w kategorii OPEN) sprawa jest trochę kontrowersyjna. Nagradzanie zawodnika, która przybiega nieraz w okolicach 10-15 miejsca może pozostawiać pewien niesmak. Uważam jednak, że jest to opcja najlepsza, która pozwoli wspierać w jakiś sposób polskich zawodników i nie ograniczy jednocześnie startu mocnych biegaczy z zagranicy. Oby tylko w pewnym momencie nie okazało się, że najlepsi z Polaków osiądą na laurach, bo nie będzie sensu walczyć w kategorii OPEN, skoro można wyciągnąć fajne pieniądze w kategorii „Polacy”. Ta kwestia trochę mnie niepokoi.

Nie stwarzać obcokrajowcom lepszych warunków niż rodzimym zawodnikom

Tu zgadzam się w 100%. Specjalne traktowanie biegaczy z Kenii czy Ukrainy, nie pobieranie od nich opłaty startowej, zapewnianie noclegu w hotelach itp. to skrajna głupota organizatorów wielu zawodów w Polsce. Koszta te nieraz mogą iść w tysiące złotych, które moim skromnym zdaniem lepiej przeznaczyć na wspomnianą wyżej kategorię „Najlepszy Polski zawodnik”. Sprowadzenie do małej miejscowości czarnoskórego biegacza bardziej ma dla mnie podłoże rasistowskie niż próba ograniczenia dostępu do nagród Kenijskim zawodnikom. No bo w końcu jak „murzyn” na wieś przyjedzie to będzie show! A zawody to nie wycieczka do zoo, co nie wszyscy rozumieją patrząc na niektóre reakcje kibiców (choć trudno się dziwić, nieraz może to być pierwszy czarnoskóry człowiek, którego widzieli na oczy).

KrynicaWprowadzić częste kontrole antydopingowe

Tego chcieliby chyba wszyscy (prócz biegaczy, którzy się szprycują). Niestety przeszkoda jest o tyle trudna do przeskoczenia co trywialna – bardzo wysokie koszta takich testów. Mało który bieg mógłby sobie pozwolić na taką „przyjemność”. Warto się zastanowić nad dodawaniem takiego zapisu w każdym regulaminie – może w jakiś sposób odstraszy to potencjalnych oszustów? Pytanie tylko co w momencie złapania danego delikwenta. Ok, dyskwalifikacja w danym biegu. To oczywiste. Jednak żadnych innych konsekwencji oficjalnie wyciągnąć nie można. Czy organizatorzy innych biegów mogliby po prostu odmówić rejestracji zawodnika wcześniej złapanego na „dopalaczach”?. Wszystko to jednak tylko gdybanie, gdyż raczej nie zapowiada się, aby na przeciętnym biegu wprowadzono kontrole antydopingowe.

Moje zdanie …

… leży gdzieś całkowicie po środku. Z jednej strony jestem w stanie zrozumieć frustrację polskich zawodników, którzy notorycznie dostają po tyłku od (jak sami piszą) trzeciego sortu Kenijczyków i Ukraińców. Mam świadomość jak ciężko w naszym kraju o pozyskanie sponsora, a instytucje publiczne najczęściej wspólne pieniądze łożą na piłkarzy, zaniedbując lekkoatletykę. Z drugiej strony pisanie o menadżerach tych zawodników jak o mafii jest dla mnie najzwyczajniej w świecie żenujące. Jeśli robią coś nielegalnego – proszę zgłosić to na policję. Jeśli jest to niemoralne – proszę wziąć pod swoje opiekuńcze skrzydła tych zawodników i wypłacać im wyższy procent. Skoro Ci ludzie przyjeżdżają do naszego kraju i godzą się na oddawanie sporego procenta swoim „promotorom” to znaczy, że im się to opłaca. Bo chyba nie są tutaj przywożeni z Ukrainy czy Kenii, zamknięci w klatkach i nie startują pod batem.

Uważam również, że niektórzy komentatorzy chyba myślą, że taki Kenijczyk wstaje pewnego ranka i nagle zaczyna biegać z czasem poniżej 3 min/km. Otóż nie, oni również pracują i to ciężko, w nieraz znacznie cięższych warunkach niż Polacy. Polecam przeczytać książkę „Dogonić Kenijczyków”, która na pewno tylko lekko liznęła temat, ale daje jakiś tam obraz. Nie będę robił tu z siebie eksperta, którym nie jestem, natomiast stanowczo protestuję przeciwko twierdzeniu jakoby tylko polscy biegacze ciężko pracowali na swoje wyniki. A oszuści zażywający niedozwolone środki na pewno znajdują się zarówno na naszym kontynencie, jak i w Afryce.

Podsumowując

Osobna kategoria dla Polaków? Tak, jeśli organizator jest w stanie wyłożyć na to odpowiedni fundusz. Kwota wyższa niż w kategorii OPEN? Nie, nie widzę sensu nagradzać słabszego wyniku wyższą nagrodą pieniężną. Argument pod tytułem”bo za granicą tak robią” nie jest dla mnie żadnym argumentem. Gdy bowiem jakaś koncepcja komuś nie pasuje, to wtedy nagle zachodnie pomysły są „złe”. Kwestią priorytetową natomiast byłoby doprowadzenie do sytuacji, w której zawodnicy musieliby liczyć się z tym, że MOŻE być przeprowadzana kontrola antydopingowa. Przyznam szczerze, że nie wiem jak ten problem rozwiązać, ale myślę, że tak duże imprezy jak Festiwal Biegowy w Krynicy mogłyby sobie na takie badania pozwolić (bo podobno ich nie robią).

Nie zasłaniajmy się tutaj jednak rzekomą troską o dobro amatorów, regulaminem w którym jest napisane, że zawody mają popularyzować bieganie itd. Prawda jest taka, że szary Kowalski, biegnący gdzieś w końcówce stawki ma w nosie kto zgarnia pieniądze, bo liczy się dla niego dobra zabawa, solidna organizacja i fajny medal. A boom biegowy w Polsce i tak eksplodował z taką siłą, że nie martwiłbym się o frekwencję na zawodach i ścieżkach biegowych przez najbliższe parę lat. Nie motywujmy więc swojej chęci sięgnięcia po dodatkowe fundusze dobrem amatorów …

Na koniec jeszcze krótkie przemyślenie. Zastanawiam się komu panowie menedżerowie nastąpili na odcisk. Muszę przyznać, że nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale to w jaki sposób cała „kenijska” afera się pojawiła i rozprzestrzeniła skłania mnie do zastanowienia się, komu na tym tak bardzo zależy i co dokładnie chce na tym ugrać. Bo przecież nie od dzisiaj obcokrajowcy leją Polaków i zgarniają im sprzed nosa pieniądze.

Polskim zawodnikom życzę natomiast wytrwałości i aby ich ciężka praca zaowocowała nie tylko lepszymi zarobkami, ale także znakomitymi wynikami sportowymi! :)

  • Damian Orzechowski

    Twój głos w tej sprawie niech będzie i moim głosem.