Relacja z Silesia Marathon 2014

Silesia Marathon coverSzósta edycja Silesia Marathon za nami. W tym roku nastąpiło kilka zmian, które jeszcze przed samą imprezą były dość szeroko komentowane. Przede wszystkim – nowa trasa, nowe miejsce startu i meta. Moim zdaniem – strzał w dziesiątkę. Wiele osób bardzo krytycznie wypowiadało się na temat współpracy organizatorów z galerią handlową SCC. Że komercjalizacja, że sprzedanie się, że meta w Parku Śląskim była lepsza. Otóż moi drodzy, niestety żyjemy w takich czasach, że bieg takiego formatu ciężko zorganizować bez konkretnego udziału sponsorów. Zresztą, nie będę w finanse organizatorom zaglądał – dla mnie, jako uczestnika, ważniejsze było to, że ulokowanie startu i mety pod galerią zapewniało znacznie lepsze zaplecze. Po pierwsze – ogromny parking, myślę, że nikt nie miał problemów żeby zaparkować samochód (za darmo!). Po drugie – sklepy i strefa jedzenia, które umożliwiały kupić coś po biegu lub pójść na obiad (a kibice w oczekiwaniu na pierwszych finiszerów mogli bez problemu usiąść sobie na kawie i ciastku). Po trzecie – więcej kibiców, którzy także między zakupami mogli pójść wesprzeć zawodników. Po czwarte – start i meta w jednym miejscu, plus nie tylko dla kibiców, ale i zawodników. Jednym słowem – nie tęsknię za Parkiem Śląskim. Lubię bardzo to miejsce, bywam często, ale uważam, że tereny Silesia City Center bardziej nadają się na serce takiej imprezy.

Na królewskim dystansie wystartowąło ponad 1200 zawodników

Na królewskim dystansie wystartowało ponad 1200 zawodników

Trasa prowadziła przez trzy miasta – Katowice, Siemianowice Śląskie i Mysłowice. Biegacze mieli okazję zobaczyć ciekawe obiekty turystyczne – Spodek, nową siedzibę NOSPRu, Centrum Kongresowe, Muzeum Śląskie, Kopalnię Wieczorek, dzielnicę Nikiszowiec, czy choćby strefę rekreacyjną – Trzy Stawy. Podobnie jak w ubiegłych latach, trasa, pomimo jej częściowej zmiany, nie była łatwa. Wiele podbiegów, jeden, który dobił niejednego biegacza – na 39. kilometrze zaraz obok Muzeum Śląskiego. Oznaczenia kilometrów na 4+, na kilku ostatnich kilometrach, albo byłem już zmęczony, albo gdzieś część flag poznikała.

W trakcie biegu pogoda była idealna, przed startem można było zmarznąć ;)

W trakcie biegu pogoda była idealna, przed startem można było zmarznąć ;)

Wodopoje i punkty żywnościowe rozstawione były co 5 kilometrów. Zaopatrzone w wodę, izotoniki, banany, czekoladę oraz rodzynki. Niestety opiekunowie wolontariuszy chyba nie do końca ich poinstruowali, bo na wielu punktach nie podawano jedzenia tylko same napoje. Kilka razy zdarzyło mi się przebiec cały punkt z nadzieją, że na końcu zgarnę banana, a kończyło się nawrotką do stołów i „samoobsługą”. Nic strasznego, ale potrafi trochę wybić człowieka z rytmu.

W tym roku pakiety startowe były całkiem przyzwoite – dobra jakościowo koszulka (na której jednak brakowało mi górnośląskich barw lub herbu), okazjonalna chusta wielofunkcyjna, „kamizelka” do biegania nocą (identyczna jak na Festiwalu Biegowym w Krynicy), frotka na rękę oraz kilka kodów zniżkowych (bez szału).

Start na ulicy Chorzowskiej

Start na ulicy Chorzowskiej

Dzień przed imprezą odbyło się tradycyjne pasta party. Niestety nie mogłem się na nim pojawić. O godzinie 11 startowaliśmy w mini maratonie, a makaron dla maratończyków wydawany był kilka godzin później. Osoby z Katowic mogły podjechać, nam się już nie chciało.

Prócz maratonu odbyły się dwie imprezy towarzyszące. Podobnie jak w latach ubiegłych – półmaraton, tym razem poprowadzony całkiem inną trasą, która zaledwie na kilku kilometrach pokrywała się z trasą maratonu. Nowością natomiast był mini-maraton. Darmowa impreza sponsorowana przez radio RMF FM. Bieg na dystansie 4,219 metrów przyciągnął tłumy skuszone krótkim dystansem, brakiem wpisowego i darmową koszulką techniczną dla każdego uczestnika. Myślę, ze był to bardzo fajny akcent wprowadzający w biegowy weekend na Śląsku!

fot. Klaudia Kapica

Na koniec mała łyżka dziegciu. Po raz kolejny na mecie zamiast ciepłego posiłku czekała nie najświeższa bułka. Dziwi mnie to trochę. W tym roku pogoda na szczęście dopisała, ale mimo wszystko miseczka ciepłej zupy, albo jakieś warzywnej potrawki na pewno by ucieszyła wielu zawodników. Mam nadzieję, że jednak za rok zostanie to naprawione. No i ostatnia rzecz, od której może powinienem zacząć – wydawanie pakietów startowych. Kolejki do ich odbioru nie były może super długie (takie były do mini-maratonu), ale system przygotowywania był co najmniej mało wydajny. Zamiast przygotowanych siatek ze wszystkimi rzeczami już w środku, do których wkładałoby się jedynie koszulkę w odpowiednim rozmiarze, wolontariusze na bieżąco wkładali każdy element. Niby nic wielkiego, ale czasem trwało to nawet kilka minut. Ja na szczęście swój pakiet odebrałem już w piątek, gdy kolejek prawie nie było.

W tym roku medale były wyjątkowo ładne!

W tym roku medale były wyjątkowo ładne!

Podsumowując – solidnie przygotowana impreza, widać poprawę w stosunku do zeszłego roku. Było kilka drobnych błędów, ale te zdarzają się zawsze. Myślę, że większość biegaczy, którzy przyjechali do Katowic wróciła z imprezy zadowolona. Mam też nadzieję, że Silesia Marathon przyczynił się trochę do pokazania, że Śląsk naprawdę ma sporo do zaoferowania.