Wywiad z Kamilem Leśniakiem

Będąc niespełna dwa tygodnie temu na krynickim Festiwalu Biegowym, mieliśmy okazję przeprowadzić wywiad z jednym z czołowych polskich ultrasów – Kamilem Leśniakiem. O Kamilu zrobiło się naprawdę głośno, kiedy kilka miesięcy temu postanowił zapakować samochód po brzegi i wyjechać na dwa miesiące do Chamonix, aby trenować tam w sprzyjających warunkach do Ultra Trail Mont Blanc. Jego celem było złamanie 24 godzin i zapisanie się w historii imprezy jako najszybszy Polak na pełnym dystansie. Jak już zapewne wiecie – udało się to połowicznie i między innymi o to co wydarzyło się w trakcie UTMB zapytaliśmy Kamila.


Zanim dojdziemy do sedna sprawy, czyli Twojego startu w tegorocznym UTMB, powiedz w kilku słowach o tym skąd wzięła się Twoja biegowa pasja, jak długo to robisz i dlaczego akurat górskie biegi ultra?

Od kiedy sięgam pamięcią chciałem się rozwijać sportowo. Chciałem mocno dorównać rówieśnikom w klasie. W pływaniu byłem ciapą, w piłce mi nieźle szło, ale tylko na podwórku. Za to odkryłem bieganie, a to za sprawą chyba mojego brata, który startował czasem w szkolnych zawodach. Jak jemu udało się przywieź jakiś pucharek to pomyślałem, że i mi może się udać. I zaczęło się. Bez fajerwerków na początku, ale z nadzieją i ambicjami. Wbiłem sobie do głowy, że jestem lepszy jak dystans się wydłuża, chociaż w tamtym okresie tak nie było, ale i tak sobie tak twierdziłem. Potrafiłem przecież pracować w sadzie przez 22 godziny, 7 dni w tygodniu, to i czemu bym nie dał rady parę godzin pobiegać ciągiem? Od mojego pierwszego startu amatorskiego będzie już prawie 8 lat. Dokładnie 23.09.2006r. Specjalnie poszukałem wyników z tego biegu. Siebie oczywiście tam nie znajdę, bo startowałem wtedy w biegu dla dzieci, ale mojego brata znalazłem – pobiegł 42:06 na 10km… Od kiedy zacząłem naprawdę mocno biegać, mój brat znów ruszył się po przerwie. Teraz kręci 10km w 36 min a ja poniżej 34 min. Taki duch rywalizacji w domu jest bardzo pozytywny. Przez góry zapewne mój brat dogoni moje wyniki, ale spokojnie, zaraz wracam znów do szybkiego biegania. No, a czemu góry? Bo to coś naprawdę wyjątkowego. Zasmakujesz raz i nie chcesz wracać. Ja muszę wracać na ulicę, żeby być lepszy właśnie w górach. Kombinacja gór i ultra to coś w czym czuje się bardzo mocny. Szkoda tylko, że nie mieszkam w górach…ech. Górskie bieganie wymaga naprawdę ciężkiej pracy nie tylko fizycznej, ale i umysłowej: trzeba się mocno skupić w czasie biegu, żeby nie wywinąć orła na którymś ze zbiegów.

fot. Piotr Dymus

fot. Piotr Dymus

Skąd w ogóle się wziął ten pomysł, żeby wyjechać do Chamonix dwa miesiące przed biegiem, spakować namiot, spakować samochód do pełna i bite dwa miesiące trenować przed UTMB?

Pomysł był bardzo spontaniczny. Tak po prostu wymyśliłem – “a fajnie by było”, przygoda itd. – to się liczy. Nie myślałem pod tym kątem, że to jest bardzo ważne, żeby się przygotować. Po prostu spontaniczny wyjazd w Alpy z myślą o trenowaniu. Trochę się zainspirowałem Kilianem. W swojej książce pisał, że wyjechał miesiąc wcześniej, mieszkał w samochodzie, żeby właśnie przebiec trasę wokół Mont Blanc, żeby się z nią obeznać i tak samo ja zrobiłem, tylko stwierdziłem, że miesiąc to nie będzie wystarczająco długi okres, że jest to kwestia jednego tygodnia trenowania i potem odpoczynek. Tak więc, dwa miesiące to był taki idealny okres, żeby jeszcze coś konkretnego porobić w tych górach.

źródło: Kamil Leśniak fanpage

fot. Kamil Leśniak fanpage

Może powiesz nam pokrótce, jak wyglądał taki typowy dzień treningowy bo z tego co widzieliśmy na Facebooku, to pogoda Was nie rozpieszczała, a i wiadomo, że są dni restowe i cały czas biegać się nie da. Czy przed wyjazdem miałeś już cały plan ułożony, czy jednak było to wszystko robione spontanicznie?

Nie, nie. Wszystko oczywiście miałem rozpisane. Nie przed wyjazdem, ale w trakcie trener mi rozpisał co mniej więcej mam robić i jakie treningi wykonywać. Tak mniej więcej co tydzień, co dwa tygodnie dostawałem następną informację odnośnie tego co mam robić. Zazwyczaj dwa razy w tygodniu wycieczka biegowa i normalne, zwykłe treningi jak na asfalcie. Nie tak, żeby napchać się tym kilometrażem. Jestem z ulicy więc nie potrzebuję tam jakiś kombinacji wielogodzinnych treningów, wystarczyły te dwie wycieczki, co i tak było bardzo dużo jak na tamte warunki. Tym bardziej, że nigdy nie byłem tak długo w górach. Pochodząc z Torunia nie mam na co dzień możliwości biegania w górach. Wcześniej trenowałem 5-6 razy do roku wyjeżdżając w góry, a tutaj dwa miesiące jednym ciągiem to było bardzo dużo. Nie było więc sensu robienia bardzo dużego kilometrażu.

Jak w końcu Ty oceniasz ten występ w UTMB? Z mojej strony przede wszystkim gratulacje, jakby nie patrzeć – najlepszy wynik Polaka w historii na pełnej trasie. Prawie 28 godzin złamane, 65 miejsce. Nie jest to co prawda  to co sobie zakładałeś, jesteś mimo to w jakimś stopniu zadowolony?

I tak i nie. Dlaczego jestem zadowolony? Bo ukończyłem, bo wiem na jakimś stopniu wytrenowania jestem, wiem, że jeszcze są duże rezerwy. A nie – bo zakładałem co innego, bo nie po to przyjeżdżałem tam, by pobijać rekord jedynie o 3 minuty. Bo tak naprawdę to tylko 3 minuty, choć fakt – chodziłem od 4 godzin, spacerowałem po prostu. Więc jest jakaś tam rezerwa jeszcze. Jak się uniknie kontuzji, uniknie takich drobnych błędów – za rok, może za dwa uda mi się to poprawić. Trenowałem tam dwa miesiące, miało być inaczej a wyszło trochę nie tak jak chciałem.

Czy uważasz, że te dwa miesiące w Chamonix dały jakiś postęp? Nie był to czas stracony?  Czy warto było, patrząc na wynik, siedzieć tam i dwa miesiące biegać po górach?

Tak, warto, zdecydowanie. Nie patrząc na wynik, bo wynik nie opisuje mojej formy. Tam była kontuzja. Ja wiem, że forma jest. Patrząc na Chudego Wawrzyńca, gdzie bardzo dobrze mi się biegło i nie czułem zmęczenia, nie czułem tych gór. Myślę, że będąc w górach bardzo na tym zyskałem.

No właśnie, co stało się na UTMB?

Główną przyczyną zwolnienia była właśnie noga, miałem kontuzje zmęczeniowe. Lekarz powiedział, że to przemęczenie nóg. Możliwe też, że to od opasek i skarpet kompresyjnych. Ja bardzo lubię w kompresji biegać, ale nie na takich dystansach. Wydaje mi się, że to jest już przegięcie, żeby biegać w kompresji powyżej setki. Fajnie się w tym biega na dychę, na lżejsze treningi, ale nie ultra. Wracając do tego co się stało. Nakładając skarpetkę, która też jest uciskowa … skurczyła mi się w praniu, nałożyłem jeszcze kompresję – ucisk był zbyt mocny. Możliwe, że to właśnie przez to. Gdy zdjąłem kompresję i skarpetkę to na nodze miałem taką .. bulwę.

fot. Piotr Dymus

fot. Piotr Dymus

W internecie jest dużo komentarzy, że porwała Cię taka młodzieńcza fantazja, młodzieńczy temperament, że właśnie to jest przyczyna Twojego “niepowodzenia”, przyczyna Twojej kontuzji. Co o tym myślisz?

Ja długo to analizowałem i długo też myślałem nad tymi komentarzami. Nie można na to tak patrzeć. Ja miałem inny cel. Miałem cel 23 godziny nawet. Miałem plan rozpisany na 23 godziny i biegłem według tego planu. Czy za szybko? Na ten plan to było bardzo wolno. Więc gdybym nie miał tej kontuzji to już by inaczej wyglądało i by nikt nie zauważył, że tak biegłem początek, bo końcówka byłaby szybsza od tego początku. Wygląda jakbym zaczął mocno? Nie, nie zacząłem mocno. Fakt – miałem kryzys, możliwe, że to przez tempo, możliwe, że energetyczny, to wszystko się wiązało. Ale ile miałem takich kryzysów na Rzeźniku, który mi się udał? Miałem kryzysy, ale nikt o tym nie wie, bo był dobry wynik i nikt już o to nie pyta. W Tajlandii na przykład też miałem dobry wynik, byłem drugi i też mnie nikt nie pyta czy coś się stało, a ja tam za przeproszeniem – zjebałem bieg. Tam mnie fantazja poniosła, zacząłem bardzo mocno. A tutaj leciałem tak jak sobie rozpisałem to, wszystkie punkty, które miałem idealnie dopracowane tak pobiegłem. Nie sądzę, że poniosła mnie fantazja, tylko po prostu nie wyszło to co sobie zaplanowałem.

To było Twoje pierwsze UTMB. Jak ogólnie wrażenia, sam bieg, kibice, cała ta atmosfera. Czy to można jakoś przełożyć na polskie warunki, czy coś w Polsce może się z tym choćby w małym stopniu równać?

No nie widziałem takiej imprezy w Polsce. Są świetne imprezy, mają swój urok, ale UTMB to jednak UTMB. Pierwszy raz byłem. Mieszkałem już z Olą od początku jak już się ta wioska budowała, ludzie przyjeżdżali. Widać, że jest to coś wyjątkowego. Ludzie tam żyją tym biegiem. Kibice gdy przyjeżdżają tam całymi rodzinami, to wiedzą, że są właśnie na UTMB. Nie przy okazji, ale przyjeżdżają faktycznie na UTMB. Żyją tym i kibicują naprawdę. Gdy ma się numerek startowy imienny to co chwilę się słyszy swoje imię. To bardzo motywuje.

fot. Zbiory autora

fot. Zbiory autora

Teraz już zostawiamy UTMB i chciałbym zapytać Cię o scenę biegów górskich i biegów ultra w Polsce. Jak Ty jako zawodnik z najwyższej półki, z czołówki jak Ty to widzisz? Czy jako osoba w  bardzo młodym wieku widzisz w ogóle jakąś przyszłość z tym związaną? Jakieś perspektywy na zawodowe bieganie? Jest to w ogóle w Polsce możliwe? Jak sprawa sponsorów, jakby nie patrzeć w tym Chamonix za coś żyć, musiałeś tam dojechać, mieszkać gdzieś – są to spore koszta.

Mi się marzy oczywiście żyć z biegania, żyć z ultra i będę do tego jakoś dążył stopniowo. Obecnie myślę, że jest to hobby, może dodatkowy pieniądz, coś co pozwala mi się po prostu odstresować. Ale jeszcze się nie wyżyje. A sytuacja ultra w Polsce? Jest boom na bieganie, przenosi się to na biegi ultra w postaci frekwencji. Nie wiem czy na sponsorów. Poniekąd gdzieś tam idzie sponsoring za frekwencją. Każdy wyznacza sobie nowe cele – przebiec maraton, przebiec jakiś triatlon (bo to teraz też jest topie), przebiec ultra, coraz większe wyzwania. Robi się to popularne, ale to jeszcze nie ta pora jak w Ameryce na przykład. To jeszcze nie ten poziom.

A myślisz, że ma to szansę rozwinąć się tak jak może nie w Ameryce, ale na przykład w krajach alpejskich?

Ma i nie ma. Boję się, żeby nie było jak z Adventure Racing. Swego czasu było to bardzo popularne i nagle wygasło. Teraz nikt nie słyszy o rajdach przygodowych. Są, ale to już typowo dla ludzi w temacie. Ogólnie mam nadzieję, że zainteresowanie tego typu biegami będzie rosnąć.

Koniecznie muszę zapytać o plany na przyszłość. Czy w tym roku jeszcze jakieś biegi konkretne? Pod warunkiem, że noga dojdzie do siebie.

Nie, w tym roku już kompletnie nic. To znaczy – pobiegać sobie, ale bez nastawiania się na wynik. Na pewno żadnego ultra, chyba, że ktoś dużo zapłaci (śmiech). Nie no, żartuję. Planuję jeszcze jeden bieg ze znajomym, gdyż zbiera punktu na UTMB. Nie mam kompletnie parcia, żeby teraz ultra biec, tym bardziej, że organizm potrzebuje odpoczynku. Z wiekiem, w doświadczeniu biegowym jestem chyba mądrzejszy i mam bardzo dobrą otoczkę znajomych, którzy siedzą w tym i wiedzą, że nie powinienem teraz biegać ultra tak często. Zostawię to sobie na przyszły rok.  Jakiś jeden, dwa starty ultra, a tak to będę sobie biegał krótsze – piątki, dziesiątki. Na tym się skupię w przyszłym sezonie. Na przyszły rok chcę pobić dychę poniżej 33 i piątkę poniżej 16 minut. Ale piątkę to może na 2016, zobaczymy …

Wracasz w przyszłym roku do Chamonix na UTMB?

Oj, jak będzie możliwość to oczywiście. Mam tam jednak dużo do zrobienia, dużo do poprawienia. No i chciałbym w końcu zjeść tego Snikersa na mecie (śmiech).

Na koniec kilka słów do kibiców, fanów i wszystkich, którzy Cię wspierali, także tych, którzy nie żałują gorzkich słów w Internecie. No i do sponsorów aktualnych i miejmy nadzieję przyszłych.

Do kibiców, którzy mnie wspierali – bardzo dziękuje. Naprawdę pozytywnie się zaskoczyłem ich odzewem. Mimo, że nie mam na Facebooku zbyt wielu lajków, nie kontroluję tego, nie piszę na bieżąco to i tak był taki duży odzew, nie spodziewałem się tego. Bardzo dużo osób życzyło mi powodzenia, gratulowało. Pozytywnie się zaskoczyłem.

A do tych co krytykują. Szkoda, że nie poznali mnie jako osobę, nie znają mnie. To jest smutne, że krytykują, chociaż mnie dobrze nie znają – tylko z facebooka.

A do sponsorów? Warto wspierać młodzież (śmiech). Sam nie chciałbym teraz pieniędzy. Nie chciałbym zarabiać na tym teraz. Wolałbym wsparcie jakieś – fizjoterapeutę, zadbać o żywienie, zadbać o to żebym miał dobrą regenerację. O to, że mogę wyjść na basen, mogę wyjść na rower. Żeby ktoś się tym zajął. Nie chodzi o pakowanie pieniędzy. Bo to nie na tym sztuka polega, żeby dawać kasę. I co ja mam z nią zrobić? Na przykład wiem o czym mówię, wiem czego potrzebuję, ale nie potrafię sam sobie tego zorganizować. Tak jak komuś bym potrafił rozpisać plan, potrafił powiedzieć jak ma to zrobić, ale samemu aż tak bym się nie dostosował pod swoją politykę. Mam trenera, ale potrzebuję takiej typowo indywidualnej współpracy.

Także wszyscy potencjalni sponsorzy – fizjoterapeuty, dietetycy itd. wszyscy mile widziani. Dziękujemy Kamil za rozmowę!

Również dziękuję :)