Garmin Forerunner 310XT

Zegarki dla biegaczy stają się coraz popularniejsze – przede wszystkim dlatego, że coraz więcej osób chce świadomie trenować, nie bez wpływu jest także ich cena, która systematycznie maleje. Nie ma co ukrywać – bieganie z telefonem i odpaloną aplikacją np. Endomondo nie jest najwygodniejsze. Jeśli ktoś poważniej myśli o swoim treningu, to prędzej czy później stanie przed dylematem – jaki zegarek kupić.

W ciągu kilkunastu ostatnich dni przynajmniej kilku znajomych biegaczy pytało mnie o moje doświadczenia z zegarkami. Jako, że doświadczenie to opiera się głównie na użytkowaniu mojego Garmina Forerunnera 310XT i opiniach zaciągniętych u innych biegaczy, postanowiłem napisać kilka zdań o moim ręcznym komputerku biegowym – może komuś się to przyda.

Osobiście szukałem zegarka, który będzie spełniał kilka założeń:

  • duży wyświetlacz
  • możliwość konfiguracji wyświetlanych danych
  • długi czas działania na baterii
  • posiadanie typowo biegowych funkcjonalności jak np. interwały
  • wodoodporność na deszczu

Po wielu poszukiwaniach, czytaniu specyfikacji, testów itd. mój wybór padł na Garmina 310XT – wtedy był to zdecydowanie najlepszy zegarek na tej półce cenowej (około 1200 zł), teraz chyba nie ma już zupełnie konkurencji (da się kupić za 800 zł).

Garmin

Co mnie przekonało?

Czas pracy baterii
Większość zegarków oferuje czas pracy baterii w okolicach 6 godzin (według producenta). 310XT powinien wytrzymać ich 20. Oczywiście to tylko dane podane w specyfikacji, natomiast realnie na pewno wytrzyma około 15 godzin (jak nie więcej – nie testowałem tyle). Jest to zdecydowanie minimum gdy myślimy o biegach na dystansie ultra. Myślę jednak, że docenią to także osoby, które nie chcą codziennie ładować swojego zegarka przed wyjściem na trening. Dodatkowo z tak długim czasem można spokojnie wyjść w góry na wycieczkę i mamy pewność, że zegarek wytrzyma bez ładowania. Gdy widzę wynalazki np. Adidasa (ostatnio trafił w ręce kilku blogerów do testów), które wytrzymują 2-3 godziny to ogarnia mnie pusty śmiech. Lans może i fajny, ale to ma być narzędzie treningowe, a nie gadżet do pokazania się na mieście.

Duży, czytelny i konfigurowalny wyświetlacz
Co by nie mówić – wyświetlacz jest rewelacyjny. Na jednym ekranie możemy pokazać 4 różne informacje, które wciąż będą bardzo czytelne. Łącznie możemy mieć kilka takich ekranów i pokazywać na zmianę 16 różnych danych – choć jeden ekran, podzielony na 4 części w 99% w zupełności wystarcza. Po co mi taki duży wyświetlacz? Noszę okulary, których w trakcie treningu nie zakładam. Przy malutkich cyferkach mam problem, aby w trakcie biegu komfortowo kontrolować trening. Podświetlenie ekranu też działa bardzo dobrze.

Typowo biegowe funkcjonalności
Może to oczywiste, ale nie wszystkie zegarki posiadają np. obsługę interwałów. 310XT ma praktycznie wszystko co potrzebne do treningu biegowego, przynajmniej jeśli chodzi o moje potrzeby.

Ślad trasy
Coś co przydaje się w czasie wycieczki lub treningu w górach lub nieznanym terenie. Już kilka razy pozwoliło mi odnaleźć drogę gdy straciłem orientację w terenie. Mała rzecz, acz bardzo przydatna.

GPS
Sygnał łapie szybko (choć zdarzają się też problemu, ale może 1-2 razy na 100 treningów) i nie ma problemu z jego utrzymaniem. Jeden raz miałem problem, który uniemożliwił normalne działanie – w głębokiej dolinie w Tatrach. Bieganie po górach, w lesie, w mieście – bez problemu.

Fizyczne przyciski
Nie lubię dotykowych ekranów w tego typu wynalazkach. Unikam jak się da. Zbędny bajer, który np. zimą będzie tylko przeszkadzał.

Możliwość szybkiej zmiany typu treningu
Funkcja najbardziej przydatna dla triatlonistów. Sam ją doceniłem kilka razy, gdy po/przed biegiem wsiadałem na rower. Nie jest to coś bez czego nie umiałbym żyć – czasem jednak się przydaje.

Wodoodporność
W zupełności wystarcza mi możliwość pływania w nim i biegania na deszczu. Nurkować w nim nie będę :)

Zegarek ma w sumie jeden minus (choć dla mnie pomijalny). Jest … niezbyt wyjściowy. Jeśli ktoś szuka zegarka do chodzenia na co dzień, to ten Garmin zdecydowanie do tego się nie nadaje. Krzykliwy kolor, kwadratowy kształt – w trakcie treningu zupełnie nie przeszkadza (wbrew wyglądowi – bardzo dobrze leży na ręce!), do marynarki jednak pasować nie będzie. Tutaj trzeba by celować w jakiś zegarek marki Suunto lub Garmina Pheoniksa.

Jeśli jednak chcemy mieć narzędzie do monitorowania naszych treningów – jest to chyba najlepsza opcja. A już na pewno najlepsza na tej półce cenowej.