Nocny Bieg Stadionu Śląskiego i II Bieg Przełajowy „Doliną Olzy”

Po zawodach w Dąbrowie Górniczej na 6 kilometrów i Pszczyńskiej dyszcze musiałem zdecydowanie odpocząć. Przez dwa tygodnie biegania było mniej niż zwykle, czułem w nogach, że dałem z siebie dużo na tych biegach. Jednak głód biegania nie maleje, więc w ostatni weekend znowu postanowiłem wystartować w zawodach. Tym razem padło na Nocny Bieg Stadionu Śląskiego oraz II Bieg Przełajowy “Doliną Olzy”.

image

Nocny Bieg Stadionu Śląskiego odbył się w piątek 5 lipca w Parku Śląskim w Chorzowie. Uczestnicy mieli do wyboru biegi na 5 i 10 kilometrów oraz marsz Nordic Walking na 5 kilometrów. Jako, że dwa tygodnie wcześniej złamałem na 10 kilometrów 40 minut, postanowiłem trochę się tym zwycięstwem nacieszyć i tym razem wystartować w biegu na 5 kilometrów. Cel – złamanie 19 minut.

image

Przyznam szczerze, że nie nastawiałem się jakoś super bardzo na sukces, gdyż przygotowań praktycznie nie było, a wieczorna pora raczej nie sprzyja świeżości. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie frekwencja, we wszystkich biegach łącznie wzięło udział około 600 osób. Uważam to za duży sukces organizatorów, szczególnie, że była to pierwsza edycja tego biegu. Ekipa BBLu znowu stawiła się w solidnej ilości, do tego biegła też moja lepsza połówka, koleżanka z pracy – no po prostu, wielu znajomków. Atmosfera była świetna, mimo, że przed biegiem przeszła wielka ulewa, a w oddali cały czas było słychać burzę.

Trasa praktycznie po płaskim, z jednym dość uciążliwym dla mnie podbiegiem. Biegło mi się dość dobrze, mam wrażenie, że nie dałem z siebie wszystkiego. Mimo to, udało mi się dobiec na metę z czasem 18:55, co pozwoliło mi zając 14 miejsce OPEN oraz 6 w mojej kategorii wiekowej.

image

Na mecie czekał na mnie solidny medal z szarfą w złoto-modrych barwach, czyli coś czego mi brakowało na wydawałoby się – bardzo Śląskim biegu Korfantego.

Moja luba dobiegła z czasem 31:31, co uważam, za bardzo dobry wynik jak na jej debiut w biegu na 5 kilometrów. Ba, dumny jestem :)

Bardzo fajna impreza, z małymi wpadkami organizacyjnymi, które jednak nie raziły (15 minut opóźnienia, z powodu zaskakującej frekwencji oraz 14 sekund przesunięte czasy, które później skorygowano).

image

Do domu wróciliśmy z lekkimi problemami, gdyż ulewa zalała przejazd pod wiaduktem w Katowicach i musieliśmy wracać objazdem. Mimo to z uśmiechem do łóżka położyliśmy się spać koło 1 w nocy, jak po dobrej imprezie :)

Następnego dnia, w sobotę mieliśmy jechać na II Bieg “Doliną Olzy” w Istebnej, ale od rana pogoda była dość niepewna, więc początkowo plany te zarzuciliśmy. Jednak siadając do śniadania (koło godziny 12) spontanicznie zmieniliśmy zdanie. Godzinę później siedzieliśmy już w samochodzie i jechaliśmy w stronę naszego pięknego Beskidu Śląskiego.

image

Pogoda po drodze trochę nas postraszyła deszczem, ale ostatecznie utrzymała się, a później zrobiło się wręcz pięknie.

Trasa biegu miała mieć 4 kilometry i płaski profil, co jak później się okazało było bzdurą, bo kilometrów miała sześć, a krótki odcinek po płaskim był miłym odpoczynkiem od solidnego podbiegu i zbiegu.

image

Była to bardzo kameralna i sympatyczna impreza, która jednak zgromadziła kilku niezłych biegaczy (między innymi narciarskich, z okolicznych klubów), także było z kim się ścigać. Zawody te ukończyłem z czasem 24:08 zajmując 5 miejsce OPEN oraz 4 w mojej kategorii.  Na mecie otrzymałem medal, dyplom, napój oraz talon na kiełbaskę z rusztu. I to wszystko za … 10 złotych! Ale do tego tematu wrócimy za chwilę. Magda załapała się na 3 miejsce w swojej kategorii wiekowej i tym sposobem przywiozła nie jeden, a dwa medale! Duma mnie rozpiera do dziś :)

image

Zawody były częścią XVII Dni Istebnej, także po biegu mieliśmy okazję uczestniczyć w bardzo sympatycznej imprezie z góralską muzyką, Beatlesami granymi świetnie przez Chrząszczy i naprawdę przyzwoitym reggae w wykonaniu Natural Mystic. Do tego piwko, prawdziwe góralskie placki z blachy i mnóstwo świetnej zabawy w samym sercu Beskidu Śląskiego.

A teraz słów kilka na temat ceny owych biegów. Obydwa kosztowały 10 złotych. W pierwszym otrzymaliśmy elektroniczny pomiar czasu, napoje oraz naprawdę ładny i solidny medal. O takich rzeczach jak pełne zaplecze z szatniami, depozytem, toaletami i prysznicami nawet nie wspominam. W Istebnej natomiast pakiet startowy zawierał medal (co prawda mniej okazały), dyplom, ciepły posiłek, napoje oraz pomiar ręczny (pomiar zgodny co do sekundy z moim zegarkiem).

image

Dlaczego zwracam na to uwagę? Otóż, od pewnego czasu biegów pojawia się bardzo dużo. Różne dystanse, różne miejsca, różne ceny. Nie dajcie się jednak nabijać w butelkę. Jeśli ktoś za prawie 40 złotych nie jest w stanie zaoferować Wam nawet pamiątkowego dyplomu, to coś jest nie tak. Mam nadzieję, że biegacze w końcu zaczną głosować trochę swoim portfelem, bo opłaty na niektórych impreza są co najmniej absurdalne. A jak widać – da się zorganizować imprezę tanio i dobrze.