Zaczynamy bieganie. Część II – „Pierwszy ubiór biegacza”

image

Mimo, że do biegania nie potrzebujemy praktycznie żadnego specjalistycznego sprzętu, warto pomyśleć o kupnie kilku rzeczy, które zwiększą komfort biegania i co za tym idzie – pozwolą bardziej cieszyć się z treningu. Wbrew pozorom nie musi to być to tak kosztowna zabawa.

Osobiście polecam produkty marki Kalenji, które można dostać w sieci sklepów Decathlon. Stosunek ich jakości do ceny jest naprawdę przyzwoity. Sam jestem ubrany w ich ciuchy od stóp do głów (łącznie z bielizną) i zasadniczo nie mogę powiedzieć złego słowa.

Buty.

Bezsprzecznie najważniejszym elementem ubioru biegacza są buty. Może więc wydawać się to dziwne, ale sam na początku kupiłem najtańsze buty z oferty Kalenji, które kosztowały mniej niż 60 złotych. Spytacie – dlaczego, skoro to taki ważny element? Odpowiedź jest prosta, nie chciałem ryzykować, że znudzi mi się po tygodniu i buty pójdą w odstawkę. Koszulki, czy bieliznę wykorzystam na przykład w górach, buty za 300 złotych raczej by mi się nigdzie nie przydały. Niestety – buty, które mam są przeznaczone do typowej rekreacji, a mój kilometraż i prędkości wykraczają już poza to, więc z myślą o moich stawach czeka mnie w najbliższym czasie zmiana obuwia.

Legginsy.

Tak, tak, wiem co powiecie – legginsy wyglądają mało męsko. Przyznam szczerze, że też zawsze tak myślałem. Ten typ ubioru był od zawsze dla mnie, wybaczcie określenie, pedalski. Sam w sumie nie wiem co mnie pokusiło, aby je kupić. Jedno jest pewne – nie żałuję ani trochę, że to zrobiłem. Nie wyobrażam sobie teraz biegania w czymś innym niż legginsy. Żaden dres nie dał mi nigdy takiego poczucia komfortu jak legginsy. W Decathlonie najtańsze można dostać już za 60 złotych. Sam wydałem niecałe 100 i jestem z nich bardzo zadowolony. Co prawda już raz je reklamowałem, bo zaczęły się pruć, ale dzięki świetnej polityce reklamacyjnej sklepu, 10 minut później wyszedłem z nowymi i to bardziej dopasowanymi bo w ciągu dwóch miesięcy biegania zrzuciłem koło 10 kg!

Tułów.

Biegam w najtańszych koszulkach z Decathlonu, jedna kosztowała mnie 19,90 (kupiłem też droższą, za około 30 złotych – faktycznie jest przyjemniejsza w dotyku). Szybko schną, oddychalność wystarczająca (nie ma co się oszukiwać, bieganie to spory wysiłek, zawsze będziesz się pocił). Ważniejsza natomiast (o tej porze roku) jest druga warstwa, czyli bluza. I tu znowu polecam Decathlon, za około 50-60 złotych można spokojnie dostać bluzę, która znakomicie nadaje się do biegania. Jeśli nie odstrasza Was deszcz to warto też zaopatrzyć się w jakąś kurtkę przeciwdeszczową. Najtańsze można dostać już za kilkadziesiąt złotych. Ja zapłaciłem 150 i pomijając nie najlepszą oddychalność – jestem z niej całkowicie zadowolony. Zresztą, za tę cenę nie spodziewałem się cudów.

Głowa, szyja i ręce.

Wbrew pozorom bardzo ważna kwestia. Za rękawiczki zapłaciłem 40 złotych. Ale, ja nie miałem po prostu w domu, nic co by się nadawało. Jeśli w szafie leżą Ci jakieś stare, cienkie rękawiczki – wystarczą w zupełności.

Na głowę, w zależności od temperatury, zakładam czapkę bądź buffa. Zima powoli się kończy, na wiosnę zapewne czapka pójdzie w odstawkę i na co dzień używać będę właśnie mojej wielofunkcyjnej chusty. Szczerze polecam Wam ten, mogłoby się wydawać, gadżet – bardzo przydatne. Najlepiej kupcie od razu dwie sztuki, gdyż w chłodniejsze dni warto jedną założyć także na szyję.

Warto zwrócić uwagę na to czy kupowany przez nas ubiór ma odblaskowe elementy, jest to szczególnie ważne dla osób, które pracują do późna i większość treningów rozpoczynają po zmroku. Kto kiedykolwiek kierował samochodem, ten wie jak niebezpieczne jest poruszanie się w pobliżu samochodów bez żadnych odblasków.

Powoli robi się coraz cieplej i dni są coraz dłuższe, to znacznie ułatwi życie biegaczom. Ubieranie się latem jest zdecydowanie “tańsze” niż zimą, ale jeśli już teraz rozpoczniecie swoje treningi, na pewno zaowocują one dobrą formą i lepszymi wynikami na wiosnę! (tą prawdziwą, cieplejszą)

Udanego kompletowania garderoby! :)