Zaczynamy bieganie. Część I – „Pierwszy krok”

Wielu znajomy pyta mnie często, dlaczego właściwie zacząłem biegać. Tak nagle, z dnia na dzień? Owszem, z dnia na dzień, ale miałem dość solidny powód. Na przełomie października i listopada podróżowałem przez dwa tygodnie po Kanadzie. Jeśli kiedykolwiek byliście w Kanadzie, wiecie jak jedzą Kanadyjczycy – tłusto i bardzo niezdrowo. Po tych kilkunastu dniach, które obfitowały w duże ilości śmieciowego jedzenia, piwa i papierosów miałem siebie całkowicie dość. Wyglądałem fatalnie i co gorsza, czułem się fatalnie. Jeszcze będąc w Kanadzie myślałem co z tym fantem zrobić. Na drugi dzień po powrocie na Śląsk poszedłem pierwszy raz pobiegać. Ubrałem ciuszki, które niezbyt nadawały się do biegania, buty w których chodziłem na co dzień i nie do końca były przeznaczone do tego typu aktywności, odpaliłem w końcu Endomondo. Przebiegłem 2.81 kilometra w czasie 19:30. Czyli średnio prawie 7 min/km! Dramat powiecie. Owszem, czas nie powalał. Po niecałych 3 kilometrach czułem, że wypluję płuca. Dramatyczna forma. Ale następnego dnia znowu poszedłem. Po kilku dniach stwierdziłem, że muszę w końcu kupić jakieś ciuchy do biegania, bo to co mam zupełnie się do tego nie nadaje. I bardzo dobrze, że to zrobiłem, bo komfort w trakcie treningu jest moim zdaniem bardzo ważny (szczególnie kiedy zaczynamy naszą przygodę z bieganiem i nie chcemy się zniechęcić). Ale o pierwszym ubraniu biegacza napiszę kiedy indziej.

Piszę to po to, aby uświadomić wszystkim, którzy mówią – “po kilometrze mam dość”, “to nie dla mnie”, “w życiu nie przebiegnę 5 kilometrów”, że nie mają racji. Każdy kiedyś zaczyna, nikt nie jest w stanie od razu przebiec maratonu. Nieważne czy przebiegniesz kilometr, czy nawet 500 metrów. Nieważne czy będzie to bieg, trucht czy marszobieg. Ważne jest tylko jedna rzecz – to, że zrobiłeś pierwszy krok. Wykazałeś się na tyle dużą odwagą i determinacją, że wyszedłeś ze swojej strefy komfortu. A tylko opuszczając strefę komfortu jesteśmy w stanie się rozwijać.

Nie będę Was jednak oszukiwał – pierwszy krok to dopiero początek. Zaraz koło niego musicie postawić magiczne słowo – “konsekwencja”, bo inaczej bardzo szybko wrócicie do swojej strefy komfortu. A zaręczam – nie warto :)