Minimalne pakowanie

Minimalizm dla mnie oznacza coś więcej niż wyrzucenie kilku rzeczy z mieszkania. Minimalizm dzieje się na wielu płaszczyznach, a przede wszystkim w naszych głowach. Jeśli nie zaczniemy od sposobu myślenia, naszych nawyków i przyzwyczajeń – nic z tego raczej nie wyjdzie.

Jako, że bardzo lubię podróżować, nie raz stałem przed dylematem – co jeszcze upakować do plecaka. Zawsze wyznawałem zasadę – “lepiej nosić niż się prosić” i nie ma co ukrywać, moje bagaże były nieraz ogromne.

W zeszły weekend pojechałem spontanicznie na 3 dni do Warszawy. Nie jest to bardzo długi wyjazd (ani czasowo, ani kilometrowo), ale spakować się trzeba.

Pierwsza myśl – biorę duży plecak, pakuję wszystko jak leci i jazda. Jednak po chwili zastanowienia, do głowy przyszły mi obrazki ludzi z wielkimi torbami, w wielkim upale próbującymi się przecisnąć na peronach. Nie, zdecydowanie to nie dla mnie, spróbujemy wziąć tylko to co koniecznie.

Tak więc opróżniłem mój plecak miejsko-turystyczno-laptopowy i spakowałem do niego:

  • buty typu “adidasy”
  • 2 x skarpetki
  • 3 x bokserki
  • 2 x tshirt
  • koszulka polo
  • bluza
  • ręcznik z mikrofibry (wielkości pięści)
  • saszetkę z przyborami toaletowymi
  • parasol
  • słuchawki
  • odtwarzacz mp3
  • okulary przeciwsłoneczne

Na sobie miałem krótkie spodenki, tshirt i sandały, a w kieszeniach portfel z dokumentami i komórkę.

Generalnie nie wygląda to bardzo minimalistycznie, jak na 3 dni. Ale prawda jest taka, że czy pakujemy się na 2 dni czy na tydzień – pewne rzeczy i tak trzeba zabrać. Już teraz wiem, że spokojnie mogłem uszczuplić mój bagaż. Przez cały wyjazd nie użyłem butów (chodziłem w sandałach) ani skarpet. Zbędny był też odtwarzacz mp3, gdyż muzyki słuchałem na komórce (aczkolwiek wiem, że przy dłuższej podróży warto używać mp3 playera – komórka zbyt szybko się rozładowuje).

Miałem pewne wątpliwości co do parasola – zastanawiałem się czy nie lepiej wziąć kurtkę przeciwdeszczową. Na szczęście tego nie zrobiłem bo parasol przydał się o wiele bardziej (mogłem przyjąć pod niego piękną niewiastę).

Zasadniczo mogłem prać codziennie jeden tshirt, żeby jeszcze bardziej odchudzić swój plecak, ale jako, że spałem u znajomej, a nie w hotelu – nie chciałem robić zbędnego zamieszania. Także nie żałują, że wziąłem trochę więcej ubrań (szczególnie przy tych upałach, jakie ostatnio panują).

Zastanawiam się nad zakupem torby biodrowej (tzw. nerki). Zamiast chodzić po mieście z plecakiem, można schować dokumenty/papierosy/komórkę itd. do małej “nereczki” i znacznie swobodniej się przemieszczać. Rzecz warta rozważenia.

Myślę, że po tym wyjeździe, standardowa zawartość mojego bagażu dość znacznie się zmieni. I o to właśnie chodzi – o zmianę myślenia, eksperymentowanie i otwartość na nowe pomysły :)