Digitalizacja a minimalizm.

Od kilku dni po głowie chodzi mi kwestia digitalizowania przedmiotów, które posiadamy. Na większości blogów o minimalizmie, przeczytać można, jak to ich właściciele pozbyli się książek, płyt DVD, płyt z filmami itd. Rodzi się jednak pewien problem. Dajmy na ten przykład książki. Pominę fakt, że wielu ludzi lubi po prostu zapach książki, lub ją trzymać w ręce itd. Kwestia gustu – jest to rzecz dla większości do przeskoczenia. Natomiast co dzieje się z książką, gdy już ją przeczytamy? Możemy pożyczyć ją znajomym, możemy podarować ją bliskiej nam osobie, lub po prostu sprzedać, a zarobione pieniądze przeznaczyć na kolejny tytuł. W zdigitalizowanym świecie z reguły takich możliwości nie mamy. Kupując książkę na np. na Amazonie, przypisana ona jest do naszego konta. Możemy ją czytać na Kindle’u, na smartphonie, komputerze – mnóstwo możliwości. Nie możemy jednak się nią podzielić. Jest to dla mnie tym bardziej smutne, że lubię się dzielić. A minimalizm w moim odczuciu jeszcze bardziej inspiruje do dzielenia się, do dawania innym.

Podobnie sprawa ma się z muzyką i filmami. Kiedyś kupując płytę mogłem ją pożyczyć znajomym, mogłem ją komuś podarować lub sprzedać. Kiedy nasza muzyka i filmy leżą w chmurze to tak naprawdę nie jesteśmy ich właścicielami.

Coraz bardziej mi tego brakuje. Chcąc uprościć swoje życie, sprawić by było pełniejsze i bardziej skupione na ludziach, częściowo rezygnuję z dzielenia się tym co mam. Dziwne to.