Droga minimalizmu wymaga cierpliwości

A przynajmniej na początku i u niektórych. Oczywiście, są takie osoby jak Orest Tabaka, który na raz pozbył się wszystkiego, a później tylko wybrał to co jest mu potrzebne.

Ja natomiast staram robić się to stopniowo. Między innymi dlatego, że ciężko mi pewne rzeczy wyrzucić na śmietnik. I bynajmniej nie chodzi mi tu o jakiś sentyment czy przywiązanie do przedmiotu. Po prostu, wyniosłem z domu poszanowanie dla tego co mam i ciężko mi coś, ot tak wyrzucić do kosza na śmieci.

I tak, mamy kilka możliwości, aby “zutylizować” w sposób zgodny z sumieniem, nasze zbędne rzeczy.

  1. Ubrania – tutaj nie ma zasadniczo problemu. Pakujemy zbędne ubrania do siatek i zawozimy do opieki społecznej/domu dziecka czy zostawiamy w specjalnych pojemnikach PCK. Jeśli coś naprawdę ma dla nas większą wartość, to można spróbować sprzedać to na allegro/ebayu lub podarować któremuś ze swoich przyjaciół.
  2. Magazyny/książki/komiksy – część pism, które posiadam oddam prawdopodobnie jakieś knajpce, kawiarni bądź bibliotece. Książki natomiast postaram się sprzedać lub rozdać znajomym (to już kwestia czy możemy pozwolić sobie na rozdanie wszystkiego).
  3. Elektronika/płyty dvd/gry – na szczęście nie mam zbyt wiele sprzętu elektronicznego, którego nie używam, także ten problem mi odpada. Zastanawiam się natomiast co z filmami. Większość po pierwszym obejrzeniu nigdy nie wróciła do napędu DVD. Nie wiem jednak czy znajdę dość cierpliwości, aby sprzedać wszystko. Pewnie skończy się tak, że część rzeczy poleci na allegro, a część pójdzie do znajomych.
  4. Drobne gadżety, pamiątki itd. Tutaj jest spory problem. Często te rzeczy mają dla nas wartość sentymentalną, ale przy okazji ich wartość materialna jest bardzo niska. Co za tym idzie – raczej nie spieniężymy tego, a wyrzucenie będzie jeszcze bardziej bolesne niż drogocennych przedmiotów. Do tej pory część małych gadżetów i pamiąteczek leży nie ruszona, bo nie wiem jak sobie z nimi poradzić. Może to kwestia czasu.

Jestem bardzo niecierpliwą osobą. Chciałbym pozbyć się wielu rzeczy na raz, ale czasem po prostu się nie da. Aukcje z moimi przedmiotami trwają po kilku, kilkanaście dni. Znajomi, którym coś podarowałem odbiorą swoje rzeczy dopiero za jakiś czas. Toż to prawdziwa katorga. Z jednej strony rzeczy te nie są już Twoje, z drugiej natomiast wciąż egzystują w Twoim życiu i masz wrażenie jakby nic się nie ruszyło do przodu.

Mimo, że codziennie pozbywam się od kilku do kilkudziesięciu rzeczy (pomijając te, które czekają na nowego właściciela) cały czas mam wrażenie, że stoję w miejscu i moje mieszkanie w żaden sposób się nie zmienia. To tylko pokazuje jak wiele rzeczy miałem, które nie miały dla mnie żadnego znaczenia i mimo, że pozbyłem się ich, nie poczułem żadnej różnicy!