dajmy sobie luz

W trakcie wszystkich zmian, jakie człowiek chce dokonać w życiu, zawsze występuje obawa, że gdzieś po drodze upadniemy i już się nie podniesiemy. Dajmy na to chcemy schudnąć, zaczynamy dietę, ale po kilku dniach przychodzi cięższy dzień i na naszych talerzach ląduje, powiedzmy – pizza. Jaka jest reakcja po zjedzeniu tego smakołyku? Często niestety plujemy sobie w brodę, że się złamaliśmy i stwierdzamy, że nie ma to sensu – przerywamy dietę i cały nasz dotychczasowy wysiłek (choćby kilkudniowy) przepada.

Sam tak mam. Ostatnio jednak stwierdziłem, że nie ma to sensu. Dlatego też jak widzę, że dzień jest gorszy, czuję w kościach, że się złamię – nie opieram się temu. Skupiam się natomiast na innej rzeczy, która jest tutaj chyba istotniejsza – na tym, żeby następnego dnia wstać jakby nigdy nic się nie stało i dalej robić to co sobie założyłem.

Tak więc, czasem daję sobie po prostu trochę luzu. Przykład z ostatnich kilku dni – założyłem sobie, że nie będę polemizował z ludźmi przez social media. Niestety ktoś tak podniósł mi ciśnienie, że dałem się wciągnąć w wir dyskusji. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłem sobie – “kurde, co ja robię”? Ale pozwoliłem sobie na trochę luzu, pociągnąłem rozmowę jeszcze trochę i skończyłem. Ten dzień był już stracony, ale następnego dnia o nim zapomniałem i kontynuowałem swoje postanowienie.

Nie każda metoda działa na każdego, jedne trzeba trochę dostosować pod siebie, inne zupełnie nie podziałają. Najważniejsze to zrobić pierwszy krok i spróbować.